Archiwum | Felietony

Gliwice – dobra przestrzeń miejska?

Gliwice – dobra przestrzeń miejska?

Opublikowano 18 sierpnia 2010 przez sebush

Od jakiegoś czasu zastanawia mnie, czy w Gliwicach jest i jeśli tak, to gdzie, dobra przestrzeń miejska? Chodzi o taką przestrzeń, do której mieszkańcy miasta chętnie przybywają i w której z przyjemnością przebywają. Przestrzeń, w której można dobrze spędzić czas, pozwolić sobie na krótszą bądź dłuższą chwilę relaksu – po prostu wypoczynku od codziennego stresu miejskiego życia. A w Gliwicach wiele można by wyliczyć przestrzeni, które wręcz istnieją jako miejsca stresu, w przeważającej mierze złej energii. Jedną z nich byłoby z dużym prawdopodobieństwem skrzyżowanie ul. Zwycięstwa i Wyszyńskiego z nadal obecnymi tam tirami. Inne miejsce to z pewnością stale zatłoczona ul. Dworcowa, co gorsza ulica tak naprawdę bez wyrazu z całkowicie przypadkową architekturą w samym centrum miasta. Jeszcze innym takim miejscem jest zapewne ul. Częstochowska. Przed paroma laty zapowiadano tam kompleksowy remont fasad, ale jak to bywa w naszym grodzie nad Kłodnicą, znów skończyło się na obietnicach. Owszem kilka budynków nieznacznie poprawiło swoją estetykę, choć niewiele ma to wspólnego z planami, jakie kiedyś tam chciano zrealizować. No i ul Wrocławska, także miejsce raczej przysparzające o spory ból głowy. Zastanawiać może tylko, jak mieszkający tam gliwiczanie wytrzymują tę nieustanną gonitwę samochodów?

Z pewnością do kompletu można by doliczyć tutaj kolejne ulice, w tym Pszczyńską i Rybnicką. Trudno w ich rejonie szukać wytchnienia. Ktoś powie, że żyjąc w mieście trzeba się liczyć w jakiejś mierze z takimi to jego urokami. To prawda, ale miasto musi też oferować mniejsze czy większe oazy wypoczynku, czyli miejsca, w których chętnie chce się przebywać. W których panuje dobra, bo pozytywna energia.

Typuję tutaj jedno z niewielu takich miejsc w Gliwicach – Park im. Chopina wraz z unikatową na skalę kraju Palmiarnią Miejską. To przestrzeń – tak naprawę w samym centrum miasta –, w której pośród na szczęście zadbanej zieleni – tutaj ukłon w stronę MZUK – można wypocząć. Warto podkreślić ten fakt, bo są w mieście też i inne parki, choćby jeden z większych – Park im. Chrobrego będący w zupełności przeciwieństwem wypielęgnowanego Parku Chopina. Jest też Park przy ul. Chorzowskiej, ale raczej trudno się tam jakoś zapuszczać, bo miejsce w niewielkim stopniu może kojarzyć się z bezpieczeństwem.

Są też skwery – dobrze, że w ostatnim czasie poddawane liftingowi. A ten wśród nich chyba najpopularniejszy i najchętniej ‘obsiadywany’ to Skwer Dessau. Szkoda jednak, że nadal nie działa na nim nie tak dawno zniszczona fontanna i to pomimo jakże zachwalanego przez włodarzy miasta monitoringu. Odnowiony nie tak dawno skwer za Urzędem Miejskim wraz z kompozycją figur „Macierzyństwo” cieszy się jakoś mniejszym powodzeniem i to pomimo sympatycznej pergoli. Również ławki przy pomniku Piłsudskiego są raczej pustawe. Może ożywienie tego miejsca dzięki jego przebudowie – miejmy nadzieję, że będzie to ciekawa aranżacja wraz z fontannami – zachęci mimo wszystko do chwili odpoczynku. Choć huk sporego tam ruchu samochodowego, w tym nadal przemierzających miasto tranzytem tirów może zbytnio nie zachęcać do zatrzymywania się w tym miejscu.

Jest też Plac Krakowski, ale jakoś brak pomysłu na to miejsce, oczywiście poza momentami okolicznościowych imprez. Nieomal jednosezonowo działająca tam przed laty fontanna – miejmy nadzieję, że te planowane na Placu Piłsudskiego nie podzielą jej losu – raczej straszy, niż dodaje blasku temu miejscu. Dziwić może to, że nikt w zieleni miejskiej nie rozważył przekształcenia tego specyficznego ‘strupa’ choćby w oryginalny kwietnik. Może są tutaj jakieś formalne przeciwwskazania bądź bariery? Zastanawiające jest w ogóle to, że nie podejmuje się też próby naprawy samej fontanny. Może to się już nie opłaca? A opłaca się mieć w ogóle dysfunkcyjne urządzenia w tzw. małej architekturze miejskiej, które raczej miasto kompromitują i szpecą, aniżeli dodają mu blasku?

Może, o ile uda się zrealizować ambitny projekt przebudowy ul. Akademickiej, to właśnie ten kwartał miasta stanie się dobrą przestrzenią publiczną. Za urzeczywistnienie planów warto trzymać kciuki!

Zatem jak się wydaje, to przede wszystkim Park Chopina jest przestrzenią, która wydaje się pulsować dobrą energią. Jest też Rynek, tradycyjne miejsce spotkań ‘mieszczuchów’, choć w tym roku z racji jego przebudowy konsekwentnie wyłączony z pełnienia tej funkcji. Jest też Starówka, która mogłaby także stać się taką przestrzenią, w szczególności zmieniony na deptak wraz z fontanną Kaczyniec. Można by też zastanowić się, czy nie zmienić roli Placu Inwalidów, który obecnie jest tylko i wyłącznie parkingiem, a w dobrej koncepcji urbanistycznej miasta również mógłby być dobrą przestrzenią miejskiego wypoczynku, koniecznie z placem zabaw dla dzieci, których – jak się ostatnio okazało – jest w samym centrum Gliwic jak na lekarstwo.

Dobra przestrzeń miejska zachęca mieszkańców do cieszenia się swoim miastem. Skłania do przebywania w nim, a nie tylko szybkiego załatwiania spraw i uciekania z niego. Jak wiadomo, liczba gliwiczan od lat niestety maleje. Z pewnością wiele jest tutaj czynników, ale do dobrego zarządzania miastem należy z pewnością stwarzanie w nim miejsc, do których jego mieszkańcy chcą przybywać, które chcą współtworzyć, by w nich bywać. Nie jest dobrze, kiedy po pracy szuka się jak najszybciej okazji do ucieczki z niego, bo wówczas przestrzeń miejska zaczyna umierać. I tak naprawdę smutny jest – przede wszystkim w weekendy – obraz opustoszałej ul. Zwycięstwa, lub jak kto woli drugiej Bankowej, która w niczym nie przypomina reprezentacyjnej arterii tętniącego życiem – nomen omen – prawie dwustu tysięcznego miasta.

Komentarzy (8)

Gliwice, stare Miasto – NOWY ŚWIAT, czyli?

Tagi: , ,

Gliwice, stare Miasto – NOWY ŚWIAT, czyli?

Opublikowano 05 sierpnia 2010 przez sebush

Kto czytał nie tak dawno „Nowiny Gliwickie” – jedno z lipcowych wydań – zapewne natrafił na tekst o wizji nowego centrum Gliwic. Tekst na tyle ciekawy, że wyraża zmianę koncepcji zagospodarowania ścisłego Śródmieścia oraz gliwickiej Starówki. I nie byłoby w tym nic zadziwiającego, gdyby nie fakt, że pod ową nową koncepcją podpisuje się obecny prezydent miasta.

Co zakłada owa koncepcja? Po pierwsze uczynienie z ul. Zwycięstwa deptaku, a wraz z nim ożywienie tej części miasta poprzez powstanie tutaj licznych kafejek, restauracji oraz otwarcie ekskluzywnych sklepów. Piękne, nieprawdaż? Ale na ile prawdzie? Zwłaszcza kiedy pamięta się o tym, że to ostatnia dekada rządów obecnej ekipy w UM doprowadziła do tego, iż bez wszelkich zastrzeżeń ulica ta mogła by nazywać się ulicą Bankową. Jeśli ktoś zada sobie trud policzenia ilości występujących przy ul. Zwycięstwa placówek finansowych łącznie z wszelkimi kasami kredytowo-pożyczkowymi, znajdzie ich tam ponad 25! Mały lokalny rekord. Prawdziwe zwycięstwo gospodarki kapitalistycznej!

Ale to nie wszystko, gdyż ul. Zwycięstwa jako deptak ma łączyć we wspomnianej wizji dwa centra. Jedno komunikacyjno-handlowe w pobliżu dworca PKP, który niebawem ma również zostać poddany kompleksowemu remontowi (drobne prace widać już dziś). Już dziś istnieje w tej okolicy FORUM. Drugie centrum o charakterze kulturalnym ogniskować ma się wokół remontowanego obecnie (nie bez protestów) Rynku. Także Starówka ma odzyskać swój blask. Owe dwa centra połączone wyłączoną z ruchu kołowego ul. Zwycięstwa mają się zatem stać nowym centrum Gliwic. Chciałoby się rzec, że piękna to wizja, ale czy naprawdę realna? Co ciekawe, ów deptak w miarę możliwości powinien zostać przedłużony w kierunku ul. Wieczorka, która miałaby się stać także przestrzenią życia kulturalno-handlowego tej części miasta. Zatem – jak widać – wyruszając spod dworca kolejowego można by w przyszłości dotrzeć spokojnie – idąc przysłowiowo z nogi na nogę – aż do kościoła Podwyższenia Krzyża. Czyż w sumie nie byłoby to cudowne? Ale na ile realne?

Koncepcja ta, która w jakiejś mierze stanowi połączenie różnych już pomysłów na zagospodarowanie gliwickiego Śródmieścia i na dzień dzisiejszy zrujnowanej Starówki, rodzi jednak fundamentalne pytanie. A mianowicie, dlaczego do tej pory nie była wcielana w życie? Dlaczego – wręcz z jakąś premedytacją – lokowano kolejne banki przy ul. Zwycięstwa zmieniając jej historyczny charakter jako reprezentacyjnej arterii miasta? Arterii, która powinna tętnić życiem do późna, a nie zamierać wraz z zamknięciem ostatnich drzwi w banku? W weekendy w ogóle wydaje się być prawie całkiem wymarłą, gdyż instytucje finansowe – jak wiadomo przecież od dawna – mają w tym czasie chwile wolne od pracy. Wnikliwy obserwator przestrzeni miejskiej dostrzeże i ten fakt, że i oto na Rynku osiadł już jakiś czas temu pewien bank. Na szczęście tylko jeden! Przed inwazją banków uchroniła się wyłącznie Starówka. Bankowa epidemia nie dotknęła jej, gdyż rozpoznano może, że z racji specyficznego uroku tej części miasta mało osób tam zagląda. Oczywiście nie chodzi tutaj o demonizację instytucji bankowych, a o istotną kwestię, że życie mieszkańców miasta nie ogranicza się tylko do korzystania z instytucji banku. Banki z drugiej strony przydałyby się na wielu miejskich osiedlach.

‘NOWY ŚWIAT i stare Miasto’ – lub też odwrotnie – to w sumie dobry slogan marketingu miejskiego, jedynie rzecz w tym, że tak naprawdę niewiele ma on w sobie konkretnej treści. Wrocław reklamuje się jako ‘miasto spotkań’, Poznań informuje, że jest ‘miastem know-how’, a bliższe Gliwicom Katowice kuszą sloganem ‘miasta wielkich wydarzeń’. A co mówi osobom zainteresowanym Gliwicami tekst: ‘stare Miasto NOWY ŚWIAT’? Obecnie chyba nie za dużo?

Na stare miasto, czyli Starówkę jakoś wstyd brać przyjezdnych gości, miejscowi natomiast wiedzą, jak ona wygląda. A nowy świat, to chyba też coś więcej niż sama nazwa ulicy – Nowy Świat? Nadal mało reprezentacyjna, choć swoją siedzibę ma tam Gliwicki Teatr Muzyczny. Również kończy się tam przedłużona jakiś czas temu linia ‘tramwajobusa’ A4. Może tym nowym światem są tzw. Nowe Gliwice? Ale czy nie za bardzo peryferyjnie położone? Bądź też Strefa Ekonomiczna z fabryką Opla? Może jednak kolejne centra handlowe? Lub właśnie węzeł Gliwice-Sośnica?

We wspomnianym tekście w „Nowinach Gliwickich” mowa jest też o możliwości powrotu do miasta nie tak dawno zlikwidowanego tramwaju. Czyżby było to oko puszczane w stronę wyborców? A może jednak refleksja nad niepowetowaną dla wielu gliwiczan stratą oraz energią protestu, jaką ona wywołała u wielu mieszkańców miasta? Jakie faktycznie nastąpią zmiany, czas sam pokaże. W sumie tak jak zawsze. Byle przyniosły one autentycznie coś dobrego budując niezapomniany klimat grodu nad Kłodnicą.

Komentarzy (8)

Gliwicka Starówka – pomysł na rewitalizację z Rybnika

Tagi: ,

Gliwicka Starówka – pomysł na rewitalizację z Rybnika

Opublikowano 03 sierpnia 2010 przez sebush

Jakiś czas temu Dziennik Zachodni – wydanie z połowy lipca 2010 – donosił o znaczącym poruszeniu budowlanym na rybnickiej Starówce. I nie są to absolutnie wirtualne poczynania, z jakimi od minionych wyborów mamy do czynienia w Gliwicach, a realna przemiana oblicza tej części Rybnika. To poruszenie to autentyczna rewitalizacja tamtejszej Starówki, czy jak ktoś woli, ulic wokół rybnickiego Rynku.

Pomysł z Rybnika jest prosty! Warto dodać, że jest to pomysł rybnickiego magistratu, który w przeciwieństwie do gliwickiego, nie tylko obiecuje i rozciąga wizje, ale faktycznie działa. Lub raczej pozwala działać mieszkańcom miasta. Zresztą tak, jak stanowią o tym reguły demokracji i lokalnej samorządności obywateli. Ów pomysł i przyzwolenie na działanie zasadza się na tym, że rybnicki magistrat postanowił zwolnić z podatku wszystkich tych, którzy zabiorą się za remont kamienic, a oferta jest na tyle ponętna, że dotyczy okresu dziesięciu lat. Zatem każdy, kto podejmie się remontu swojego budynku położonego w obrębie rybnickiej Starówki, otrzymuje zwolnienie z podatku do wysokości zainwestowanej kwoty. A że chęć wśród rybniczan jest, to wystarczy spojrzeć na coraz piękniejsze kamienice wokół Rynku, a także w jego okolicach. Kto nie wierzy, niech wybierze się sam. W końcu Rybnik nie leży aż tak daleko od Gliwic. Przynajmniej geograficznie.

A w Gliwicach ani pomysłu, ani zmian na lepsze. Szarość panuje prawie wszechobecnie. Może nie powinna ona konkurować z szarością budynku UM przy ul. Zwycięstwa. Może brak pomysłu jest właśnie pomysłem? Owszem mamy remont płyty głównej gliwickiego Rynku, przed laty, co ciekawe także tuż przed wyborami, tj. w roku wyborczym, poddano liftingowi kamienice, później również Ratusz, obecnie wspomnianą płytę. I niby ma to swoją logikę, choć jeśli dobrze sięgnąć pamięcią w czas miniony. Czas obietnic przedwyborczych z okresu wyborów do dobiegającej końca obecnej kadencji władzy samorządu lokalnego, to właśnie też i wówczas obiecywano zmiany w obrębie gliwickiej Starówki. I jakże, zmiany są, szkoda, że raczej na gorsze, bo wybite okna w budynkach na Kaczyńcu, szare, brudne kamienice na innych ulicach Starówki, jakoś bardziej napawają sceptycyzmem co do wiary w plany i obietnice lokalnej władzy, niż chęcią obdarzenia jej zaufaniem.

Pamięta ktoś jeszcze planowane i tym samym obiecywane wielkie zamiary inwestycyjne na terenie gliwickiej Radiostacji? Miało tam powstać znaczące Muzeum Historii Radia i Sztuki Mediów ze sporym zapleczem konferencyjnym i wystawienniczym. Miejsce dialogu i refleksji nad historią i snucia wizji przyszłości. Dzisiaj oprócz odnowionego placu wokół wraz ze zmiennym szczęściem działającymi fontannami trudno szukać tam kompleksu, jaki kilka lat temu zapowiadały pięknie wykoncypowane wizualizacje dostępne na stronach internetowych gliwickiego magistratu. Kto nie wierzy, niech poszuka w stosownych archiwach. No cóż, może znów tendencyjnie? Ale mimo wszystko zgodnie ze stanem faktycznym.

Za hucznie zapowiadaną przed laty rewitalizację gliwickiej Starówki warto trzymać także i dziś kciuki. Może nowa władza w Gliwicach po jesiennych wyborach będzie chciała skorzystać z rybnickiego pomysłu i nie będzie twierdzić – jak ta dzisiejsza –, iż wszystko wie lepiej, więc bez krytyki proszę, bo rolą mieszkańców grodu nad Kłodnicą jest tylko jej słuchać. I szkoda też – teraz jednak tendencyjnie –, że pieczołowitość, z jaką wyrywa się tory istniejącego od XIX wieku w mieście tramwaju, nie towarzyszy remontowi uliczek mimo wszystko pełnej uroku gliwickiej Starówki.

Komentarzy (5)

Kawa na gliwickiej Starówce

Tagi: ,

Kawa na gliwickiej Starówce

Opublikowano 22 lipca 2010 przez sebush

Może warto zacząć od symbolu aktualnych zmian w Gliwicach, czyli od tramwaju. Kiedyś w Gliwicach można było dojechać tramwajem aż do placu Inwalidów Wojennych, miejsca graniczącego z gliwicką Starówką, ale dziś to już dość odległe, bo przedwojenne czasy. Nie tak dawno jeszcze można było udać się na gliwicką Starówkę także tramwajem. Tutaj idealnym miejscem wysiadki był przystanek – Muzeum. Idąc później ul. Krótką i Średnią, a przechodząc przez wspomniany tu plac w kilka minut dotrzeć można było na gliwicką Starówkę oraz Rynek. Dziś opcja z tramwajem niestety odpada. Owszem wprowadzono linię autobusową, ale i on już nie jeździ. Powodem jest kompleksowa ‘amputacja’ torowiska na ul. Dolnych Wałów. Tak też nie pozostaje dzisiaj nic innego, jak piesza wędrówka we wspomniany w ten rejon Gliwic.

Kawa na Starówce, bo do niej zachęcam, to pewna filozofia patrzenia na miasto – na jego architekturę, ludzi, na jego rytm życia. I będzie to jednak też patrzenie krytyczne, gdyż dziś niewiele pozostało w Gliwicach przestrzeni, w których to spokojnie można napić się przysłowiowej małej czarnej jak i ‘wejść’ w ów rytm miasta.

Jeśli spojrzeć na ul. Zwycięstwa – ktoś w jednym z komentarzy sugerował zmianę jej nazwy na ul. Bankową – trudno znaleźć miejsce, w którym można by napić się kawy. Owszem jest tradycyjny Karmelek, który o dziwo przetrwał wszelkie ‘ubankowienia’ innych lokali na tej ulicy. Ważne, by nadal mógł służyć jako dobry ‘kawowy przerywnik’ w codziennej bieganinie między poszczególnymi salami operacyjnymi banków. Jest też możliwość szybkiej, trochę ‘papierowej’ kawy w McDonald’s. Jak się wydaje, tę opcję preferują chyba przede wszystkim młodzi gliwiczanie. Z ‘makdonaldową’ kawą zapuścić się można jak najbardziej w zieleń parku Chopina, by w plenerze, niby w centrum miasta, a jednak na jego uboczu wypić swoją McCafé. Na myśl przychodzi też ciekawy lokal kawiarniany przy ul. Zwycięstwa, w którym serwuje się wiele dobrych smaków kawy. Jest to Cynamon Cafe. Dużym plusem tego miejsca jest widok na główną arterię miasta, gdzie można wyczuć puls jej codziennego życia. Niestety jest to widok bez gliwickiego tramwaju. Szkoda, że w okresie letnim trudno tutaj szukać kawiarnianego ogródka. Niestety takie są formalne uwarunkowania tego miejsca. Ogródek na ul. Zwycięstwa oferuje jedynie McDonald’s. Wspomniany Karmelek lekko wysuwa kilka stolików na chodnik. Wszechobecne banki – co niektóre może i serwują swoim klientom – filiżankę kawy, ale próżno szukać w nich stolików i parasolek. Na głównej ulicy miasta trudno dopatrzeć się kawiarnianych ogródków. Może kiedyś Zwycięstwa będzie jednak deptakiem? I aby komplet był tutaj pełny, kawy napijemy się też w Sphinxie, ale to tak jak McDonald’s przede wszystkim restauracja, a nie kawiarnia.

A wracając do gliwickiej Starówki to w sumie na próżno szukać tam kawiarni. Jest tam kilka pubów, w których napić się można zapewne i małej czarnej, jednak ich główny napój to mimo wszystko piwo. I widać tutaj pewną przedziwną niemoc wobec owej Starówki, która przed laty miała zostać poddana rewitalizacji…

Rewitalizacja to z jednej strony odnowienie infrastruktury i architektury danego obszaru miasta. Jednak przede wszystkim to jego ożywienie. Czy na gliwicką Starówkę wróciło życie? Ocenić może to każdy sam, kiedy przemierza ów kawałek miasta. Przez gliwicką Starówkę najczęściej przemyka się, pokrótce załatwia się coś, ale raczej na niej nie przebywa, bo i gdzie? Wyjątkiem tutaj jest kilka wspomnianych już pubów, ale też te raczej oferują krzesła i kanapy wewnątrz niż stoliki na zewnątrz – w ogródku czy na tarasie. Wiele jest na Starówce przestrzeni niewykorzystanej, jak choćby obszar za Zamkiem Piastowskim bądź też w okolicach kościoła Wszystkich Świętych. Wstydem byłoby chcieć się pochwalić gliwickim Kaczyńcem, który jest miejscem o sporym potencjale kulturalnym, ale nadal jest on jakoś pustawy, konsekwentnie zaniedbany. Wybierając się z dzieckiem na spacer na próżno szukać na Starówce placu zabaw dla dzieci, ławek między starymi kamienicami. Gorący czy wręcz roztopiony asfalt – zwłaszcza w takim okresie jak tegoroczne lato – nie zachęca do przebywania. Również szarość większości kamienic, sporadycznie o bardziej optymistycznych barwach nie zaprasza do poznawania tej części miasta. Wyjątkiem jest wyremontowany Zamek Piastowski, jak i znajdujący się przed nim skwer z działającą już na szczęście fosą – fontanną. Warto, by było tutaj więcej takich miejsc.

Wracając do kawy, ktoś powie, że najsmaczniej oczywiście smakuje ona na Rynku, w jednym z jego ogródków. I z pewnością to prawda, jednak w tym roku opcja ta jest niestety stuprocentowo w tym miejscu niemożliwa. Remont płyty głównej Rynku wyklucza na cały sezon letni delektowanie się smakiem kawy. Może za rok uda się napić w ponownie otwartym Rynku kawy latte bądź mocca, wpatrując się przy tym jednocześnie w rytm miasta, w wędrówki przechodniów – jego mieszkańców oraz odwiedzających je – oby coraz liczniej – turystów. Wato, by też i Starówka stała się miejscem zachęcającym gości z bliska i z daleka do przyjemnego po niej spaceru, ważne, by z miejscami, w których spróbować będzie można nie jeden smak dobrej kawy.

Komentarzy (31)

List czytelnika: Jak to się robi w innych miastach.

List czytelnika: Jak to się robi w innych miastach.

Opublikowano 21 czerwca 2010 przez Patryk Płuciennik

Kiedy czytam wpisy gliwickich internautów o tym, że tramwaj blokuje drogi i generuje korki to rozpacz mnie ogarnia i smutek oraz przychodzi do głowy myśl – CIEMNOGRÓD.

1. Jeśli coś generuje korki to tylko i wyłącznie KOMUNIKACJA INDYWIDUALNA – poczytajcie sobie (albo policzcie) o tym ile miejsca na drodze zabierze 100 samochodów ze średnią 2 osób w aucie i teraz policzcie ile na drodze zabierze miejsca tramwaj z 200 osobami.

2. Jeśli tramwaj jedzie po drogach na których są korki to trzeba:
- wydzielić obszar jezdni po której porusza się tramwaj,
- jeśli to nie jest możliwe to albo zamknąć drogę dla komunikacji indywidualnej albo zostawić tak jak jest – jeśli odcinek drogi jest dosyć krótki.

Spójrzcie jak to się robi w miastach gdzie stawia się na komunikację tramwajową. Ulica Szewska we Wrocławiu – przed przebudową – w dni powszednie w godzinach szczytu ogromne korki. Tak wyglądała: link (choć zdjęcie zrobione w weekend). Po przebudowie: deptak z tramwajem – link – dopuszczony tylko ruch lokalny (samochodów). Warto dodać, że ulica Szewska dla kierowców była bardzo ważną trasą z południa na północ miasta, prowadzącą przez sam środek miasta.

Tak się właśnie powinno robić bo od budowy autostrad przez środek miasta korki nie zmaleją tylko wzrosną bo szerokie drogi tylko zachęcają kierowców do wsiadania do aut. Miasta powinny stawiać na komunikację zbiorową oraz budować obwodnice.

Piotr Herba

Zachowano pisownię oryginalną.

Komentarzy (4)

Oczami byłego mieszkańca Lublina: ul. Kościuszki i Andersa

Tagi:

Oczami byłego mieszkańca Lublina: ul. Kościuszki i Andersa

Opublikowano 30 maja 2010 przez Patryk Płuciennik

Mieszkam w Gliwicach od 2,5 roku i jest wiele rzeczy, które mnie denerwują. Pierwsza, to pewnie tak jak wszystkich tramwaje (pochodzę z Lublina, tam inwestuje się w rozwój ekologicznej komunikacji trolejbusowej, czyli w części Polski uważanej za Polskę B myśli się bardziej proekologiczne niż w części bardziej uprzemysłowionej, a właśnie tutaj powinno się dbać o czystość środowiska).

Druga rzecz to ul. Kościuszki, która jest w środku miasta, a jednocześnie jakby na końcu świata, bo nie da się do niej dojechać żadnym przyzwoicie kursującym środkiem transportu (np. w okolice sądu). Poza tym, wygląda, jakby nie była remontowana co najmniej od 25 lat, a jest to jedna z głównych dróg prowadzących do strefy ekonomicznej!

Trzecia sprawa to przystanki przy ul. Andersa i przejścia dla pieszych bardzo mądrze usytuowane przed przystankiem – czoło autobusu zasłania pieszym widoczność na drodze, tak samo kierowcom autobus zasłania całe przejście, przez co ani pieszy ani kierowca się nawzajem nie widzą. Przejścia powinny się znajdować z tyłu przystanku albo należałoby wybudować zatokę przystankową (tak jest w rejonie ul. Karolinki i ul. Armii Ludowej).

Internauta Piotr

Zachowano pisownię oryginalną.

Komentarz (1)

Gliwice: Ja już tu nie wracam

Tagi:

Gliwice: Ja już tu nie wracam

Opublikowano 04 maja 2010 przez Leszek

W Gliwicach mieszkałem 7 lat. Wcześniejsze lata dzieciństwa spędziłem w Stolicy, za którą zawsze tęskniłem. Aktualnie będąc w Warszawie wracając do naszego miasta czuję dosyć duży kontrast.

Każdy powie, że “Warszawka” to inna Polska. Nieprawda. Tutaj lokalne władze są zmuszane do rozwijania infrastruktury, komunikacji. Mam wrażenie, że tutaj bardziej zwraca się uwagę na bezpieczeństwo i komfort. Widzę też, że miasto cały czas się rozwija. czytaj dalej…

Komentarzy (18)

Miasto sukcesu, którego nikt nie dostrzega…

Tagi: , ,

Miasto sukcesu, którego nikt nie dostrzega…

Opublikowano 29 marca 2010 przez Patryk Płuciennik

Gliwice. Miasto sukcesu, jak mówią niektórzy. Ja mówię: miasto z potencjałem.Mam trochę racji, bo w rankingu, który zamieścił Newsweek w dodatku „Najlepsze gminy i powiaty 2009” na próżno szukać Gliwic w pierwszej 50-tce. Na 13 miejscu widnieje sąsiadujący Rybnik, na 16 Bytom (tak wyśmiewany przez niektórych), 23 pozycję zajmuje Ruda Śląska, 20 Tychy, 26 Sosnowiec, 33 Chorzów… tak można jeszcze długo wymieniać.

Nie jest to kolejny ranking organizowany przez jakieś małe wydawnictwo (jak było z tytułem najlepszego radnego). Nie tym razem! Ranking prowadzi cały czas Związek Powiatów Polskich. Na stronie ZPP możemy przeczytać:
czytaj dalej…

Komentarzy (2)

O co chodzi z tym odśnieżaniem dróg?

Tagi: , ,

O co chodzi z tym odśnieżaniem dróg?

Opublikowano 10 stycznia 2010 przez Patryk Płuciennik

Śnieg na ulicach Gliwic. Do tego już przywykliśmy. W tym roku odśnieżaniem naszego miasta, podzielonego na 9 regionów, zajęły się 3 firmy (dwie z Bytomia oraz lokalna „Anka”). Szczerze mówiąc, zawsze zastanawiało mnie na jakiej zasadzie to wszystko działa. Kto, co i kiedy powinien oraz, przede wszystkim, dlaczego dalej na ulicach jest tyle śniegu, że niemożliwy jest swobodny przejazd.

fot. Piotr Musioł

Po telefonie do pana Andrzeja Nawrockiego, koordynatora Zarządu Dróg Miejskich „Akcji Zima”, okazało się, że wszystkie informacje znajdę na stronie Zarządu Dróg. No i rzeczywiście, w przetargach znajduje się całkiem spory (15 stronicowy) dokument o tajemniczej nazwie „SIWZ”, czyli, po prostu „Specyfikacja istotnych warunków zamówienia.” Co w nim znajdziemy? Zasadniczo, nic interesującego.

Okazuje się bowiem, że w umowie nie została zawarta żadna informacja o tym, ile śniegu powinno spaść, jak długo powinno padać, by odśnieżarki pojawiły się w mieście. Chociaż jeszcze niedawno pewna osoba z Remondisa przekonywała mnie, że tak jest. Nie wiem jak wcześniej, ale w tym roku – na pewno nie.Generalnie, sprawy, które są istotne, możemy policzyć na palcach jednej ręki.Mamy dwie strefy, które Zamawiający (czyli Zarząd Dróg Miejskich Gliwice) może uruchomić oddzielnie. Wykonawca musi być pod telefonem przez 24 godziny na dobę (i posiadać odpowiednią liczbę pojazdów do natychmiastowego wyjazdu). Drogi muszą być zabezpieczone przed śliskością do godziny 6.00 rano. I najważniejsze: wykonawca zaczyna działać po informacji od Zamawiającego, z tym, że Wykonawca musi cały czas monitorować pogodę.

W prostych słowach, jak to wygląda. To Zarząd Dróg monitoruje i nakazuje o rozpoczęciu odśnieżania i jego zaprzestaniu.

Pozostaje tylko zapytać, czy panowie z Zarządu Dróg Miejskich w Gliwicach nie widzą, co się dzieje za oknem? Czy patrząc na spadający śnieg w piątek nikt nie przewidział, że w nocy będzie go na tyle, że auta będą w nim tonąć? Dlaczego w niedzielny poranek drogi są pokryte tak grubą warstwą śniegu, że trudno normalnie jeździć po mieście?

Ciekawi mnie raport z prac Wykonawców. Ile razy tej zimy nałożone zostaną kary za brak odśnieżania po informacji od Zamawiającego? Jeśli będzie to znikoma ilość, to odpowiedź mamy bardzo prostą: Zarząd Dróg Gliwice ma nas głęboko…

Komentarzy (0)

Szkolenie przed referendum w UM

Tagi:

Szkolenie przed referendum w UM

Opublikowano 28 października 2009 przez Patryk Płuciennik

No dobra, oto parę słów o szkoleniu przed referendum.

Mam kilka zarzutów. Po pierwsze stanowczo za długie. Po drugie złe podejście do przyszłych zasiadających w komisjach.

Pierwsze 2 godziny szkolenia to lekkie rozszerzenie materiałów, które otrzymaliśmy na stolikach i cała, cała masa przykładów. „No i mamy 100 kart głosowania, i na przykład 50% z tego będzie 50 sztuk, czyli pozostanie nam jeszcze połowa, czyli… 50” tego rodzaju zdania padały podczas całego szkolenia. W ogromnym zagęszczeniu. Chyba troszkę zbyt niepoważnie nas potraktowali. Każdy myślący człowiek zrozumie ile to jest 50%, a już na pewno zaskoczy, ile pozostanie jeśli weźmiemy 50 sztuk. Dalsze gadanie nie ma sensu. Mnie tylko to wprowadziło w lekki letarg.

I to była największa bolączka tego szkolenia. Całe 2 godziny rozwodziliśmy się nad informacjami, które spokojnie, przystępnie można było podać w 25 minut. Bez zbędnych dodatków, typu przypowieści. Naprawdę. Bądźmy dorośli i szanujmy swój czas.Po tej nużącej części, nagle, po dokładnie 2 godzinach i 5 minutach, przyszedł czas na drugą część, która lawinowo zasypała nas istotnymi informacjami. Trzeba było szybko się obudzić z lekkiego snu, bo szybko umknęłyby nam cenne wskazówki oraz ważne wzmianki na przeróżne tematy związane z przebiegiem referendum.Moi znajomi mają podobne odczucia. To nie było udane szkolenie. Na pewno.

Po tej masakrze, nie pozostało mi nic innego jak przejść się do parku Chopina i podziwiać piękną jesień.

A, na koniec mam taką zagadkę. Gdzie o 13.00 można zaparkować samochód w centrum Gliwic? Odpowiedź chyba znacie.

Komentarzy (0)

Media ogólnopolskie przemówiły…

Tagi:

Media ogólnopolskie przemówiły…

Opublikowano 21 lipca 2009 przez Patryk Płuciennik

Mam przed sobą dwa dzienniki. Można nawet stwierdzić, że dwa brukowce. „Wyborcza” i „Fakt”, bo właśnie te gazety napisały dzisiaj o gliwickiej akcji referendalnej, prawdopodobnie na fali wczorajszej konferencji prasowej zorganizowanej przez Urząd Miasta. Czego mogą dowiedzieć się mieszkańcy naszego województwa o staraniach w odwołaniu Frankiewicza? Sprawdźmy.

fot. Patryk Płuciennik

„Fakt”. Artykuł nie najwyższych lotów. Zaledwie kilka zdań, za to ogromne zdjęcie przedstawiające stolik przy którym podpisują się mieszkańcy Gliwic oraz wielka twarz Frankiewicza. Tytuł krzyczy do nas „Chcą odwołać prezydenta”. Co w samym artykule? Dowiadujemy się, że „ludzi wkurzyła” (ich słowa!) decyzja o likwidacji dwóch linii tramwajowych – tutaj warto wspomnieć, że są to dwie ostatnie takie linie. Nie podoba im się, że tiry jeżdżą przez miasto, są przeciwni likwidacji szpitala zakaźnego, oddziału dermatologii, placówek kulturalnych. Dowiadujemy się, że podpisów pod referendum zebrano już 14 tysięcy (z 16 tysięcy wymaganych). Na koniec dla równowagi przedstawione są słowa Frankiewicza, który twierdzi, że budowa DTŚ przez centrum Gliwic cieszy 80% mieszkańców (Skąd te dane? Nie mam pojęcia.), a likwidacja tramwajów była konsultowana (sic!) z mieszkańcami. Artykuł krótki, oczywiście bardzo „faktowo-przebojowy”, ale w miarę rzetelny.

Nie jest źle. Teraz czas na moją ulubioną gazetę – „Wyborczą”. Artykuł wita nas słowami Tadeusza Grabowieckiego „Nie mamy rogów i ogona”. Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować samego siebie z artykuły dotyczącego wczorajszej konferencji prasowej, który z powodu braku czasu nie został ukończony i opublikowany na blogu:„Państwo może tego nie pamiętacie, ale jak przedstawiana była Wolna Europa, to były potwory z rogami, z ogonami. Taki był sposób zohydzania w oczach społeczeństwa rozgłośni, niezależnej. I tymi samymi metodami teraz, autorzy ulotek chcą zohydzić prezydenta i Radę Miejską” to słowa Tadeusza Grabowieckiego. Widać, że porównanie przygotowane z myślą o tej konferencji (konferencja prasowa 20.07.09), mające dotrzeć, chyba, do starszych gliwiczan (wierniejszych wyborców?). Czy jednak nie na wyrost? Próby zniechęcenia do słuchania Radia Wolna Europa mają się nijak do obecnych działań opozycji. Grupa zbierająca podpisy pod referendum w swojej ulotce przedstawia konkretne argumenty przeciwko prezydentowi – nie są to w żadnym wypadku śmieszne obrazki. Cel działań jest również zupełnie inny, opozycja stara się zapytać mieszkańców, czy podoba im się styl prowadzenia władzy przez Frankiewicza. A tak w ogóle odwoływanie się do historii walki o wolność w takim momencie jest moim zdaniem niestosowne i wręcz oburzające. Cały artykuł „Wyborczej” to pokazanie sprawy tylko z jednej strony, magistratu. Mamy tutaj cytaty z Marka Pszonaka, który zarzeka się, że ulotki zawierają nieprawdziwe informacje. Frankiewicz lamentuje, że oszczerstwa pod jego adresem i jego władz pojawiają się na internetowych forach, że ktoś życzy mu śmierci. 90% artykułu to wypowiedzi magistratu, dopiero ostatnie dwa krótkie akapity mają chyba stanowić równowagę dla słów Urzędu Miasta. Niestety artykuł jest tendencyjny i można odnieść wrażenie, że pisany pod władze Gliwic. Wstyd!

Podsumowując, jak spisały się tak zwane media ogólnopolskie? Marnie. Niestety. “Fakt” wypadł całkiem nieźle, przedstawił obie strony konfliktu najlepiej jak potrafił, jeśli natomiast chcecie jeszcze raz przeczytać bełkot prosto z Urzędu Miasta zakupcie “Wyborczą”.

Komentarzy (0)

Śmiać się czy płakać?

Tagi:

Śmiać się czy płakać?

Opublikowano 23 czerwca 2009 przez Patryk Płuciennik

W najnowszym Informatorze Rynkowym redaktor zadaje pytanie “Bubel czy promocja?”, ja natomiast mam nieco inną zagadkę: śmiać się czy płakać? W “Przekroju” pokazała się przepiękna reklama Gliwic w formacie A4.

Niestety chyba na korektę już zabrakło pieniędzy. Czy na prawdę nikt nie przeczytał chociaż raz tekstu umieszczonego w reklamie? “Aglomecja” – i śmieje się z nas cała Polska. Swoją drogą, walorów estetycznych nie będę może komentował, bo jak ten wspaniały projekt wygląda każdy widzi (chyba zatrudniają grafików zwolnionych z TVNu – “jeszcze się kur.. zatrudnił w grafice komputerowej” powiedziałby Lis ze słynnego nagrania). Dwóch gości żonglujących w parku może zdziałać cuda nasuwa się myśl, oglądając największe zdjęcie.

“Dysponujące prawdopodobnie najlepszą siecią drogową w kraju” – prawdopodobnie to najlepszym piwem na świecie jest Carlsberg. Prawdopodobnie. “Ilość zieleni zaskakująca na Śląsku” – wiemy, że prezydent już nad tym problemem pracuje. Marketingowców mamy świetnych w Urzędzie Miasta.

Oczywiście znany z ciętego języka, kłamstw* na temat tramwajów pan Marek Jarzębowski, rzecznik Urzędu Miasta, Naczelnik Wydziału Kultury oraz jak się ostatnio okazało “sługa Boży” jak zwykle jest w świetnym humorze. W wywiadzie dla Informatora Rynkowego zapowiada, że wkrótce zobaczymy kolejne reklamy Gliwic w prasie. Miejmy tylko nadzieję, że tym razem ktoś przeczyta tekst zanim przekaże go do druku. Tak niewiele trzeba, naprawdę, a być może nie utopimy kolejnych 10 tysięcy złotych (aktualizacja: ta reklama kosztowała 18 300 pln (!) według informacji Gazety Gliwickiej, a nie jak wcześniej powiedział Jarzębowski: “z 10 tyś to kosztowało”) w błocie, bo tyle kosztowała ta reklama.

Teraz pozostaje nam tylko po cichu liczyć na to, że nikt ze znajomych z innych miast nie kupi tego tygodnika o nakładzie 125 tysięcy egzemplarzy.

zdjęcie z: forum.zamekgliwice.pl (internauta: jodde)


* – wypowiedź z 30 grudnia 2008 na uroczystości przejęcia akcji Tramwajów Śląskich; Jarzębowski: “Po latach gigantycznych zaniedbań proces naprawy jest trudny, ale chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że konieczny. Tak więc z dnia na dzień faktu przekazania akcji gminom pasażerowie nie odczują. Teraz natomiast gminy – akcjonariusze muszą podjąć niezbędne działania, aby odczuli w możliwie przewidywalnym czasie.” Co stało się później? Odsyłam do “Awantura tramwajowa. Część druga”.

Komentarzy (0)

O parku słów kilka

Tagi: ,

O parku słów kilka

Opublikowano 18 czerwca 2009 przez Patryk Płuciennik

Czytając ten blog można odnieść wrażenie, że ja Gliwic nie lubię. Nie podobają mi się betonowe donice na kwiaty („Coś >>pozytywnego<<”), nie lubię banków na głównej ulicy miasta, wkurzają mnie bezsensowe inwestycje („Dla kogo to Podium?”), walczę o gliwickie tramwaje („Awantura tramwajowa. Część druga.”), narzekam na pizzerie („Przewodnik po gliwickich pizzeriach”), apeluję o nie wrzucanie ubrań do kontenerów („Podejrzane zbiórki ubrań Daru”), tropię absurdy… (wszystkie artykuły o tej tematyce).

Otóż okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Ja kocham to piękne miasto nad Kłodnicą, które wkrótce będzie największym skrzyżowaniem europy. I nie mówię tego z przekorą, bo jeśli tylko to dobrze rozegrać to można byłoby z tego czerpać same profity. Jak będzie? Chyba znacie moje nastawienie, pewnie jak zwykle…

Warto jednak spojrzeć na Gliwice czasem nieco inaczej, tak od strony, na przykład, parków, które tak pięknie zielenieją się na wiosnę i zdobią nasze miasto przez całe lato. Gdzie można wybrać się na spacer w słoneczny dzień? Zapraszam do lektury.

Wszystko zależy od tego gdzie mieszkamy lub gdzie się znajdujemy, ale myślę, że czasem warto oddalić się nieco dalej od miejsca zamieszkania by odwiedzić miłe zielone miejsce. Park Grunwaldzki, po stosunkowo niedawny remoncie jest na pewno dobrym wyborem dla osób z dziećmi, zarówno młodsze pohuśtają się tutaj czy wybudują zamek z piasku, jak i starsze mogą skorzystać z boiska do siatkówki czy koszykówki. Alejki są dość świeżo wyłożone kostką brukową przez co cieszą oko i co najważniejsze są równe. Park ten sąsiaduje z Cmentarzem Żołnierzy Radzieckich. Całkiem ciekawym miejscem, pełnym identycznych grobów z czerwoną gwiazdą. Jeszcze nieco ponad 15 lat temu można było tam spotkać sowy, niestety obecnie nie słyszałem o żadnych.

Największym parkiem w Gliwicach jest park Chrobrego. To miejsce o którym miasto zapomniało. Alejki, czy niektóre ławki pamiętające jeszcze czasy komuny, plac zabaw straszący nocną porą, to właśnie unikatowy klimat tego parku. To tutaj przychodzą na lekcje WFu biegać uczniowie z pierwszego liceum ogólnokształcącego w Gliwicach. W godzinach popołudniowych lub też wieczornych można spotkać w parku wielu amatorów taniego alkoholu, od bezdomnych po uczniów. Park Chrobrego jest, jak na warunki miasta, bardzo duży. Ponad 10 hektarów daje duże możliwości jeśli chodzi zarówno o spacery, jak i wypoczynek na trawie. Bardzo żałuję, że nikt ani złotówki nie zainwestował w to miejsce przez ostatnie lata. Gliwice potrzebują wielkich parków, właśnie takich jak ten!

Park Chopina to chyba najbardziej zadbany park w mieście. Zapewne ze względu na mieszczącą się w jego środku palmiarnię. Bardzo dużo ławek, może nawet za dużo, komfortowe alejki oraz liczne pomniki natury to jego cechy charakterystyczne. W dzień bardzo przyjemne miejsce na spacer, jednak w nocy zamienia się w sypialnie oraz łazienkę (w lecie działa tam fontanna) bezdomnych. To miejsce chyba najbliższe centrum miasta, nieopodal McDonalda, bazaru „Balcerek” lub Gliwickiego Centrum Handlowego oraz dworca PKP.

Zapraszam do spacerów po naszym pięknym, zielonym mieście. Szczególnie teraz, gdy jest tak ciepło na pewno miło będzie odwiedzić wszystkie skwerki i parki, by poczuć się nieco lepiej chociaż na chwilę.

Na zdjęciu Gliwice Łabędy.

Komentarz (1)

Odpoczynek przy DK 78

Tagi: ,

Odpoczynek przy DK 78

Opublikowano 26 maja 2009 przez Patryk Płuciennik

Nowy hotel “Silvia” ma zostać, według planów, oddany do użytku w drugiej połowie 2010 roku, czyli już bardzo nie długo. Zresztą można zobaczyć, że przy ulicy Studziennej prace wykończeniowe stanu surowego dobiegają końca. Projekt odbierany jest bardzo emocjonalnie, zarówno przez projektantów, władze urzędu miasta jak i internautów. Z jednej strony można powiedzieć, uff… przynajmniej jest bardziej stonowany niż pierwszy projekt i nieco bardziej pasuje do architektury centrum miasta, z drugiej jednak mogło być znacznie lepiej. Sam budynek nie wygląda może bardzo odstraszająco, ale kiedy umieści się go na niewielkiej powierzchni starorzecza Kłodnicy na naszych twarzach pojawia się uśmiech (zobaczcie sami). Jakby coś dziwnego stało się ze skalą – taki mały “zameczek” wygląda po prostu śmiesznie. Oby w rzeczywistości nie budził on u nas litości.

W hotelu znajdzie prace około 45 osób, miejsc w pokojach będzie 25, parking pomieści 13 samochodów osobowych. Co jeśli pracownicy będą dojeżdżać do pracy samochodami? Na pewno nikt więcej już tutaj nie zaparkuje. Nie mam pojęcia jakie rozwiązanie przedstawią nam właściciele. W podziemiach znajdzie swoje miejsce nowy klub muzyczny, do którego będzie można wejść nie przechodząc przez recepcję hotelową oraz mały browar, który będzie produkował ten złocisty napój na swoje potrzeby. Niestety nie znalazłem informacji dotyczących zezwolenia na produkcje piwa w centrum miasta, które ostatecznie miał wydać Wydział Ochrony środowiska. Domyślam się, że właściciele hotelu już to pozwolenie dostali. Ciekawe jak w praktyce da o sobie znać browar. Miejmy nadzieję, że nie poczujemy charakterystycznego zapachu przy Zwycięstwa, czy na Placu Piłsudskiego.

Warto zauważyć, że “Silvia” będzie mieścić się do sąsiedztwie Drogi Krajowej nr 78, która krzyżuje się tutaj z ul. Zwycięstwa. Goście hotelowi na pewno odczują przejeżdżające TIRy oraz setki samochodów przepychające się w godzinach szczytu. Podobno skwerek Valenciennes ma zostać zmodernizowany – właściciele hotelu już mają na niego chrapkę – tak by za nim schował się hotel. Tak w centrum, a jakże na uboczu, za drzewami. Biorąc pod uwagę, że ten zielony kwadracik ma bok o długości 40 metrów cudów spodziewać się nie można.

Odnoszę wrażenie, że nie do końca wszystko zwiążane z hotelem zostało przemyślane. Można jednak popatrzeć na to z innej strony. Zawsze nie jest to kolejny bank czy centrum handlowe…


Render ze strony www.architekturaisztuka.pl. Wszelkie prawa należą do Zbigniewa Rąbalskiego.

Komentarzy (0)

Coś “pozytywnego”

Tagi: ,

Coś “pozytywnego”

Opublikowano 22 maja 2009 przez Patryk Płuciennik

No i mamy pierwszy sukces Frankiewicza! Powstańcie ludzie, bo oto obok nowych, przepięknych koszy na śmieci na ul. Zwycięstwa zagościły wspaniałe… nie, nie są to kolorowe banki tak pięknie zdobiące kolejne odcinki głównej ulicy. Nie są to też, broń Boże, tramwaje, które na marginesie znikną po wakacjach. Otóż od niedawna możecie podziwiać prześliczne, moje ulubione “asfaltowe” klombiki! Przypatrzcie się, bo czegoś takiego nie zobaczycie w innym mieście, ta symetria, te kwiaty.

fot. Patryk Płuciennik

Dobra, a teraz na serio, bo się we mnie aż zagotowało. Niech mi ktoś powie, kto o zdrowych zmysłach wycina wszystkie stare drzewa, prowadzi “autostradę” przez środek miasta, buduje dwa ogromne centra handlowe w jego samym środku, przesuwa w nieskończoność kolejne daty oczyszczenia Kłodnicy, wyrzuca tramwaje z miasta, tworzy obiekt sportowy bez odpowiedniego parkingu, dopuszcza do tego, że jadąc przez Zwycięstwa mamy krajobraz jak w Flinstonach “bank – inny bank – bank – inny bank -…”? Aż dziwie się, że jeszcze jakimś cudem uchowały się drzewa na rynku. Czyżby rósł nam idealny kandydat na premiera?

A teraz czas przejść się po centrum, uspokoić się, pochylić się nad koszem na śmieci i powąchać roślinki z kwietników. Udanego weekendu!

Na marginesie: swoją drogą Gliwice powoli stają się liderem absurdalnych miast.

Komentarzy (0)

Awantura tramwajowa. Część druga.

Tagi: ,

Awantura tramwajowa. Część druga.

Opublikowano 25 kwietnia 2009 przez Patryk Płuciennik

Szczerze mówiąc nie miałem zamiaru drugi raz poruszać sprawy tramwajów w Gliwicach. Jednak to co, ostatnio zobaczyłem w Internecie skłoniło mnie, by po raz kolejny poświęcić kilka słów temu tematowi. Nie będę tutaj mówił argumentach, jakie przytacza Obywatelski Komitet Obrony Tramwajów. Zapraszam do lektury listu otwartego do Frankiewicza napisanego przez prof. Marka Sitarza, kierownika Katedry Transportu Szynowego oraz prof. Kazimierza Kłoska, kierownika Katedry Dróg i Mostów na Politechnice Śląskiej. Strona 1, strona 2, strona 3, strona 4. List może momentami średnio po polsku, prawdopodobnie pisany w pośpiechu, jednak bardzo rzeczowy i konkretny.

fot. Patryk Płuciennik

Chciałbym teraz powiedzieć kilka słów o zachowaniu mediów. To, że Internetowa Telewizja Gliwice to typowa tuba urzędu miasta, chyba każdy widzi. Jednak wywiad z panią Katarzyna Lisowską w telewizji Silesia przeszedł moje wszystkie najśmielsze oczekiwania! Ton pytań oraz arogancja tego prezentera jest po prostu niedopuszczalna. Zresztą sami zobaczcie: W obronie tramwajów – TV Silesia. Czy tak zadaje pytania profesjonalny, obiektywny dziennikarz? Na pewno nie.

Mamy jescze w Gliwicach jakieś starające się przedstawić dwie strony sprawy lokalne media? Wiem, że media są wprost idealne do manipulacji opinią publiczną. Kto za tym stoi? Nie wiem i na pewno się nie dowiemy. Ale nie dajmy się ogłupić.

Telewizja Silesia już została przeze mnie skreślona i na pewno nigdy nie będzie miała wpływu na mój pogląd na jakąś sprawę. ITVG w swoich przydługich, nieciekawych relacjach popierająca każdy ruch UM nie prezentuje się dużo lepiej, a właściwie znacznie gorzej. Na Nowiny Gliwickie nie ma co liczyć, na pewno powiedzą, że Sierpień robi zadymę, a jak widać na filmie ITVG z manifestacji może nie obyło się bez emocji, jednak na pewno zadymy nie było.

Co ciekawe, bo zdarza się bardzo rzadko, całkiem przyzwoicie zachowała się Gazeta Wyborcza. „Będą inwestycje w tramwaje. Gliwice obojętne.” pokazuje, że walka w Gliwicach zaczyna powoli toczyć się pomiędzy Frankiewiczem i spółką, a wszystkim pozostałymi. Niech to zdanie będzie puentą. Dziękuję za uwagę.

Linki do listu otwartego prof. Sitarza i prof. Kłoska zapożyczone z www.tramwaje.ubf.pl. Zdjęcie zrobione 2 kwietnia 2009.

Zapraszam do lektury tekstu pod tytułem „Tramwaje w Gliwicach, czyli decyzja już zapadła”.

Komentarzy (0)

“To była moja ulubiona Spirala”

Tagi:

“To była moja ulubiona Spirala”

Opublikowano 21 kwietnia 2009 przez Patryk Płuciennik

Od poniedziałku krążą plotki po wszystkich wydziałach Politechniki Śląskiej, ale i w samym mieście, co takiego się stało, że na drzwiach ulubionej „Spirali”, gdzie jeszcze niedawno gościł rektor prof. Andrzej Karbownik, przyklejona została kartka „Klub zamknięty. Przepraszamy.” Czas rozwiać wszelkie niejasności. Oto informacje z pierwszego źródła – dziś wieczorem miałem okazję porozmawiać z Janem Maroszkiem, koordynatorem ds. Promocji Działań Samorządowych.

fot. Patryk Płuciennik

Okazuje się, że cały budynek centrum kulturalnego Politechniki Śląskiej został zamknięty i bez generalnego remontu na pewno żaden student nie postawi tam więcej swojej nogi. Na podstawie ekspertyzy, o którą poprosił rektor zaufaną firmę stwierdzono, że budynek chroniący dachem wiele organizacji studenckich (między innymi Samorząd Studencki), klub „Spirala” oraz Kino-Teatr X, nie spełnia warunków bezpieczeństwa. Z dnia na dzień wszyscy musieli wynieść cały swój dobytek, zapakować do aut i przenieść dotychczasowe siedziby do akademików. Na szczęście nie mieliśmy tutaj do czynienia z typowym „tu macie nowe miejsce i bez dyskusji” – wszyscy otrzymali lokale takie same lub nieco większej od dotychczasowych i są w pełni zadowoleni z ich standardu. Dlaczego jednak stało się to tak nagle? Nie można było poinformować o fakcie z lekkim wyprzedzeniem, by wszyscy mogli się do tego przygotować? Prawdopodobnie tragiczne wydarzenia z Kamienia Pomorskiego zmusiły do tak szybkich kroków pana rektora.

Co dalej ze „Spiralą”? Niestety nie prędko będziemy mogli pobawić się na ich imprezach, czy wypić piwo popołudniami. Remont rzeczywiście został już dawno zaplanowany, ale na rok 2011 i co najgorsze… ta data się nie zmieniła. Powodem podobno są starania o dofinansowania z wszelakich źródeł, które otrzymamy nie wcześniej niż za 2 lata. Trochę to dziwne, ale szczegółowych informacji na ten temat nie udało mi się zdobyć.

Gdzie teraz powinni skierować swoje kroki studenci? Najprawdopodobniej do Programu, gdzie już wkrótce czuwać ma nad wydarzeniami tam organizowanymi Samorząd Studencki (tak jak do tej pory działało to w „Spirali”). Kiedy dokładnie? Tego nie wiadomo, ale jak mówi Jan Maroszek „czym prędzej stworzymy miejsce dla tymczasowej Spirali, być może w miejscu Programu”.

Komentarzy (0)

Dla kogo to “Podium”?

Tagi:

Dla kogo to “Podium”?

Opublikowano 15 kwietnia 2009 przez Patryk Płuciennik

Chyba każdy już zauważył, że coś dzieje się w okolicach dawnego stadionu XX-lecia niedaleko lodowiska „Tafla”. Zniknęły drzewa, które do tej pory łagodziły nieco obraz tego zaniedbanego do katastrofalnego stanu obiektu sportowego. Nie martwcie się jednak, to jedyne co zamierza zrobić miasto w sprawie ogromnej inwestycji „Podium” do końca tego roku. Z uwagi na okres ochronny ptaków musieli po prostu przeprowadzić wycinkę wcześniej. Dopiero na początku 2010 roku wjadą tam maszyny, które przez 3 lata będą kształtować ten teren, by na Boże Narodzenie 2012 odsłonić wielki, przepiękny stadion, a właściwie centrum sportowo-rekreacyjne warte ponad 340 mln złotych.

“Podium” Gliwice

Czy rzeczywiście Gliwicom brakuje takiego obiektu za chorendalną kwotę? Co prawda połowę z tego mamy dostać z dotacji unijnych, jednak dalej 170 mln robi wrażenie, szczególnie, że na przykład remont i modernizacja całej sieci tramwajów (która na pewno byłaby dużo korzystniejsza dla szerszej grupy odbiorców) w Gliwicach szacunkowo kosztowałby niecałe 70 mln, a jednak w tym przypadku prezydent Frankiewicz odrzuca pieniądze z Unii Europejskiej. Kto tak naprawdę skorzysta z „Podium”? Czas pokaże.

Tymczasem wiemy, że ostateczny projekt został zaakceptowany i znamy już końcowy kształt obiektu. Na jego terenie znajdzie się duża hala, która w zależności od rodzaju imprezy pomieści od 10 (zawody lekkoatletyczne) do 15 tyś. (koncerty) widzów. Poza tym mniejsza sala treningowa, ścianka wspinaczkowa, centrum fitness oraz możliwość zainstalowania lodowiska lub basenu. Nie zabraknie również punktów gastronomicznych. Będą to niestety ostatnio bardzo popularne, ale jakże niezdrowe fast-foody, które nijak mają się do sportowego charakteru „Podium”.

Oprócz wszelakich imprez, które na pewno zaciekawiają wielu studentów zainteresowałem się parkingiem, który mógłby nieco odciążyć miasteczko studenckie z wszędobylskich samochodów. Okazuje się jednak, że parking pomieści zaledwie 902 pojazdy osobowe oraz 21 autobusów (dla porównania parking centrum handlowego „Forum” ma tych miejsc ponad 1000). Pan Janusz Moszyński pełnomocnik ds. „Podium” w rozmowie z Ośrodkiem Radia Studenckiego twierdzi, że widzowie będą parkowali na przykład na terenie dawnej Kopalni Gliwice (obecnie Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości) oddalonej o około 1 kilometr od nowej hali sportowej. Czy rzeczywiście tak zrobią, a nie zostawią swoich samochodów pod wydziałami Politechniki Śląskiej, dużo bliżej, po pierwsze tłocząc się wąskimi ulicami, po drugie zabierając miejsca parkingowe studentom? Obawiam się, że właśnie tak może się stać – wtedy studenci nie zyskają na nowym obiekcie jako parkingu czy punkcie, gdzie można spędzić miło czas, a raczej naklną się szukając wolnego miejsca.

“Podium” Gliwice

Jeśli chodzi o same wydarzenia, których tłem będzie „Podium” to mają być one przynajmniej dwa razy w tygodniu i być rozrywką dla całych Gliwic i okolic. Janusz Moszyński liczy, że imprez będzie tak dużo, że nie będziemy odbierać ich na przykład katowickiemu „Spodkowi”, a będzie można jeszcze wybierać. Skąd się magicznie pojawią? Czy rzeczywiście taki nowoczesny obiekt przyciągnie znanych wykonawców muzycznych oraz prestiżowe imprezy sportowe? Miejmy nadzieję, że dział promocji nie zawiedzie i Gliwice staną się stałym, obowiązkowym miejscem wszelkich tras koncertowych.

Jak mówi Moszyński – [studenci] będą mieli problem z rozwiązaniem konfliktu, czy zajęcia po południu czy mecz . Ja jednak mam wątpliwość czy tak się stanie, bo wiemy już, że biletów zniżkowych nie będzie, a wejść taniej będzie można tylko na zasadzie „dopychania hali”, czyli jeśli nie sprzedadzą biletów to w dniu wydarzenia prawdopodobnie będzie można je nabyć za niższą cenę lub całkiem darmo.

Jak studenci mają skorzystać na nowej inwestycji Urzędu Miasta? Podczas okazjonalnych imprez być może znajdą tam pracę w obsłudze. Rośnie nam nowy, dobry i wielki pracodawca? Raczej nie, bo stałych pracowników będzie zaledwie kilkunastu, ale gdy będzie potrzeba większej ilości ludzi to właśnie studenci mają okazać się wybawieniem. Oby tylko płaca była niezła.

Dla kogo w takim razie budowane jest „Podium”? Na pewno nie dla młodzieży, która nudzi się na podwórkach wielkich blokowisk, na pewno nie będzie ich stać na wynajęci hali, by zagrać w siatkówkę. Będzie to raczej obiekt bardzo komercyjny i na pewno niedocierający do uboższych rodzin. Tylko ludzie o zasobnym portfelu będą mieli szanse skorzystania z tego nowego ośrodka kulturalnego, który niestety nie usportowi zwykłych „szarych” gliwiczan, a tylko tak zwaną „elitę”. To nie ta skala zjawiska – potwierdza Moszyński. A nie powinno tak być, skoro równocześnie nie są budowane małe osiedlowe baseny pływackie, czy boiska. Dlaczego dla przeciętnego człowieka nigdy nic się nie tworzy, buduje? Przypomina mi to zdanie, które wypowiedział Frankiewicz na debacie w sprawie komunikacji miejskiej w Gliwicach: „Gdybyśmy mieli nieograniczony budżet to pewnie inaczej zarządzalibyśmy pieniędzmi (…)”. Cóż za populizm.

Ciekawa jest również sprawa zarządzania sprzedażą biletów, kierowania ludzi na parkingi oraz opuszczania po wydarzeniach „Podium” samochodem. Moszyński powołuje się tutaj na zdrowy rozsądek, który powinien nam zawsze towarzyszyć. Ma całkowitą rację. Tylko czy rzeczywiście to wystarczy? Sugeruje on, że bilety będą sprzedawane za pośrednictwem telefonów komórkowych i Internetu, w raz z nimi otrzymamy wytyczne co do optymalnej trasy dojazdu oraz obszar, gdzie mamy zostawić samochód. Wszystko brzmi dobrze, nawet bardzo. Obawiam się jednak, że potrzebny będzie jakiś system zarządzania sprzedażą, którego zakup okaże wyjątkowo drogi (ale chyba został już wliczony w koszta?). Czyżby budował nam się pierwszy obiekt, który będzie działać według zasad logiki? Aż nie chce się wierzyć.

Artykuł na podstawie rozmowy z panem Januszem Moszyńskim pełnomocnikiem ds. „Podium”, który był moim gościem w Ośrodku Radia Studenckiego w Gliwicach 6 kwietnia 2009 oraz innych źródeł. Rendery hali „Podium” dzięki uprzejmości pana Grzegorza Sowińskiego.

Komentarzy (5)

Autostradowy dylemat rowerzysty

Tagi: ,

Autostradowy dylemat rowerzysty

Opublikowano 10 kwietnia 2009 przez Patryk Płuciennik

Trzeba się cieszyć z małych rzeczy. Trochę autostrady mamy na Śląsku, można bezproblemowo dojechać z Gliwic do Katowic (obecnie jednak nie tak zupełnie bez, bo wyjazd przez Pszczyńską jest zamknięty). Można rozpędzić się do magicznych 130 km/h, by dojechać bez opłat do Wrocławia (co pewnie niedługo się zmieni). Bardzo dobrze, że sieć drogowa chociaż nieco się rozbudowuje.

Jestem wielkim zwolennikiem roweru i kiedy tylko pogoda na to pozwala wsiadam na niego i podróżuje po bliższej i nieco dalszej okolicy. Głównie jednak zwiedzam Śląsk. Doskonale pamiętam te czasy (nie są w sumie bardzo odległe), kiedy na obrzeżach Gliwic zaczęto budować autostradę. Wielkie karczowanie lasów, ogromne ilości piasku, potężne pojazdy przewożące materiały przez malutkie wsie – tego nie da się zapomnieć. O spokoju mieszkańcy takich mieścin mogli tylko pomarzyć. Tym samym niektóre drogi skutecznie odstraszyły rowerzystów, którzy nie przepadają za TIR-ami przejeżdżającymi często dużo za blisko. Powoli ten stan odchodzi w niepamięć. Mamy kilkadziesiąt kilometrów tych przestronnych dróg (swoją drogą bardzo szkoda, że na większości odcinków są jedynie dwupasmowe jezdnie). Co z rowerzystami? Czy wrócili na swoje ulubione ścieżki? Na pewno w większej części tak.

Niestety wiele bardzo miłych ścieżek leśnych zostało bezpowrotnie przeciętych przez autostrady. Czasem zdarzają się przejścia dla zwierzyny leśnej, przez które można jakoś przedostać się na drugą stronę, ale o komforcie w pozycji jakiej trzeba to zrobić możemy zapomnieć. W wielu przypadkach nie możemy liczyć nawet na taką dogodność.

Wiecie o czym myślę wybierając się teraz na rower? Czy aby na pewno daną drogą przedostanę się przez autostradę, jeśli nie to jak ją ominąć i czy warto w takim wypadku jechać w ogóle w tamtą stronę skoro będę musiał wracać przez dłuższy odcinek do drogi głównej.

Oczywiście nie możemy tutaj uogólniać, bo w przypadku większych tras mosty wiszą nad autostradą. Jednak te ciekawsze, bardziej dzikie i nieznane wielu ścieżki kończą się spotykając cztery pasy, przez które pędzą samochody. Doszło do tego, że zamiast delektować się przejażdżką myśle o tym jak pokonać napotkaną przelotówkę.

Nie mówię, że to źle, że mamy autostrady, mówię tylko, że wycieczki rowerowe w okolicach Gliwic nieco straciły na swoim niezależnym, leśnym uroku. Szkoda.

Komentarzy (0)

Kolejna galeria w Gliwicach

Tagi: ,

Kolejna galeria w Gliwicach

Opublikowano 09 kwietnia 2009 przez Patryk Płuciennik

Słowo “galeria” zmieniło już dawno swoje znaczenie. Teraz w domyśle nikt mówiąc “galeria” nie myśli o sztuce. Od kilku lat mamy do czynienia z galeriami handlowymi. Zupełnie jak w skeczu Macieja Stuhra “- od rana jestem w galerii… nie, na zakupach!”. W centrum Gliwic zaraz obok Forum rośnie nam powoli wielkie zbiorowisko sklepów i sklepików Focus. Wszyscy śmiejący się z Zabrza muszą zamilknąć, bo również i nasz prezydent zgodził się na taki moloch w centrum miasta, co gorsza już drugi raz.

Tymczasem życie płynęło do tej pory dużo wolniej przy Łabędzkiej, gdzie oprócz wielkiej przestrzeni hali Tesco mieliśmy tylko kilka butików będących właściwie jedynie uzupełnieniem korytarza prowadzącego wzdłuż kas. Jak się jednak szybko okazało nawet takie, wielkie Tesco w obecnych czasach nie poradzi sobie w wojnie konkurencyjności, szczególnie, że kilkaset metrów bliżej Gliwic potencjalni klienci mogą spacerować po galerii Areny podziwiając pejzaże sklepowe.

Od kilku miesięcy w sąsiedztwie osiedla Waryńskiego nieprzerwanie trwały prace rozbudowujące powierzchnie przeznaczoną dla pomniejszych sklepików wielkich sieci. Wygląda na to, że już wkrótce przestrzeń ta zostanie również oddana do dyspozycji klientów, bo prace wyglądają na wykończeniowe. Bardzo ucierpiał na całej operacji parking, który drastycznie się zmniejszył, ale być może nie był już potrzebny przy takim nasyceniu Gliwic galeriami. Dziękujemy po raz kolejny za tak wspaniałe miejsce na rodzinny spacer, szczególnie teraz, na wiosnę się przyda.

Komentarzy (0)






Zaloguj się, aby mieć kontakt z innymi w nGliwice.pl:


Lista użytkowników

Powered by Small Mingle Icon Mingle

Blip.pl

Użytkownicy serwisu

21 użytk. - Pokaż wszystkich

Powered by Small Mingle Icon Mingle

Follow pluciennikpl on Twitter