Oto sytuacja, która przydarzyła mi się w szpitalu wojskowym w Gliwicach w dniu 21.07.2010 r. około godziny 17.00.
Z bólem palca dłoni pojechałam do ww. szpitala na dyżur chirurgiczny. Wcześniej dzwoniłam do swojej przychodni „Toszecka”, aby się dowiedzieć czy przyjmuje jeszcze chirurg, otrzymałam wiadomość, że nie, ale dyżuruje w szpitalu wojskowym.
W izbie przyjęć pani pielęgniarka zapytała mnie, w jakim celu tu przybyłam? Odpowiedziałam, że boli mnie od wczoraj wieczora palec, a dziś w godzinach południowych nagle zaczął w szybkim tempie puchnąć, otrzymałam odpowiedz, że ta pani jest od 26 lat pielęgniarką i wie, że takie rzeczy się nie zdarzają… i powinnam rano odwiedzić swoją przychodnię (więc jak miałam rano pójść do przychodni skoro nic się jeszcze z tym palcem „strasznego” nie działo, dodając, że ludzie „czasami” rano pracują…).
Następnie poinformowała mnie, że mam poczekać, aż pan doktor przyjmie wszystkich pacjentów, a potem grzecznie zapytać czy mnie przyjmie. Poinformowałam panią, że mam w domu małe dziecko, które zostawiłam z obcą osobą (sąsiadką, która tez nie będzie z obcym dzieckiem do wieczora siedzieć- poprosiłam ja o 1 godzinę opieki).
A ww. pani odpowiedziała mi – „pani prywatne problemy mnie nie interesują…”
Chodziło mi konkretnie o to, aby poszła tam sama i zapytała lekarza czy mnie przyjmie (wydaje mi się ze to jest jej obowiązek), bo palec naprawdę bolał i mogłam w tym czasie po prostu poszukać innego lekarza w innej przychodni, który by mi pomogli bez proszenia!
Podziękowałam za „pomoc” i wybrałam się do pokoju nr. 23 przyjmuje tam lekarz pierwszego kontaktu, bez rejestracji weszłam do gabinetu i zapytałam czy mój stan wymaga leczenia. I tu spotkałam się z naprawdę miłym lekarzem, który chciał mi pomóc (potwierdził, że potrzebuje pomocy chirurga, poprosił o rejestrację…). I tu napotkałam kolejny problemem: nie zostałam przyjęta, ponieważ nie należę do „ich rejonu” i niestety nie uzyskam pomocy!
Koniec końców zostałam zmuszona do pójścia do lekarza chirurga prywatnie… Kosztowało mnie to mnóstwo nerwów i CENNEGO czasu no i pieniędzy. Więc, po co te finansowe składki…?
A okazało się, że mam zanokcicę (zapalenie ropne związane z zakażeniem wałów paznokciowych wymagającą chirurgicznej interwencji + uzupełniane antybiotykami).
Piszę to, dlatego, żeby ostrzec innych przyszłych pacjentów szpitala wojskowego, żeby wiedzieli, iż pani z rejestracji decyduje o losie pacjenta! A nie lekarz!
Internautka Kasia
Zachowano pisownię oryginalną.



Lipiec 23rd, 2010 at 14:05
Na to wszystko jest prosta metoda, prywatyzacja opieki zdrowotnej.
Lipiec 24th, 2010 at 18:48
Niestety polska służba zdrowia nieczęsto jest miła i przyjemna, a prywatyzacja naprawdę pomogłaby w uzyskaniu pomocy od zaraz. Dziwić się, iż we wszystkich rankingach europejskich i światowych jesteśmy na szarym końcu..
Szkoda też, że Ci “nieprzyjemni” lekarze nie mają za grosz wstydu..
Lipiec 25th, 2010 at 19:45
dr. Łoś ?
również nie polecam tego szpitala, ponad rok temu miałem podobny problem, zostałem “oddelegowany” koniec końców przyjeli mnie na kościuszki, po małej awanturze.
Lipiec 26th, 2010 at 21:05
Ale dr Łoś pracuje w szpitalu miejskim i w przychodni na Toszeckiej. To pewnie inny lekarz Cie źle potraktował. A swoja drogą to rzeczywiście chora sytuacja tak jak nasza służba zdrowia!!!!!!!!
Lipiec 27th, 2010 at 14:42
Kiedyś byłam w wojskowym szpitau jak zerwałam staw skokowy….po długim czekaniu wysłano mnie na rentgen….po czym wróciłam z fotką mojej kostki
i czekałam kolejne 2 godziny…….jak zreszta reszta pacjentów. Najbardziej mnie rozbawiło to że oglądali nas(pacjentów)na korytarzu!!!!!! Każdy miał pokazywać co ich boli, na oczach innych pacjentów!!!! Byłam w ciężkim szoku..no ale cóż…..POLSKA….
Lipiec 27th, 2010 at 16:40
To ja jestem wyjątkiem- miałem robiony zabieg w wojskowym. pełen profesionalizm, miło i przyjemnie- jedynie żarty pani anestezjolog pielęgniarki i stażystki na operacyjnej były dla mnie troszke szokiem ale wpsominam z uśmiechem
drugie zetknięcie- ściąganie szwów po inym zabiegu – 10 minut na poczekalni 10 minut w zabiegowym.